Dżozef, Jakub Małecki

"Dżozef" umie zaniepokoić. Wie gdzie siedzą demony i jak je uwolnić. Hipnotyzuje opowieścią aby udowodnić, że literatura może mieć wpływ na nasz los. Wciągająca powieść, która sprawiła mi dużą przyjemność.











Grzegorz Bendnar miał pecha. Osiedlowe dresy ukradli mu komórkę i złamali nos. Następnego dnia po pobiciu, poszedł pierwszy dzień do nowej pracy. Miał nadzieję, że złamanie to nic poważnego. Sprawa skomplikowała się kiedy pierwszym jego klientem okazał się lekarz, który natychmiast skierował Grzegorza do szpitala. Praca przepadła, a Grzegorz trafił do jednej sali z osobliwymi pacjentami. Pan Leszek (ksywka Kurz) to właściciel dobrze prosperującej firmy. Fajny człowiek, który nie ma czasu cieszyć się swoim fajnym życiem. Maruda, który szybko opuszcza szpital ale warto o nim wspomnieć. To typowy malkontent, dzięki któremu Grzesiek i Kurz nawiązują znajomość. Jest jeszcze Czwarty - Stanisław Baryłczak, który gorączkując zamienia się w Dżozefa. Swojego idola - Joseph'a Conrada, którego powieści recytuje z pamięci.

Majacząc w gorączce Czwarty opowiada historię swojego życia. Splot dziwnych wydarzeń,  wędrujących miedzy rzeczywistością a snem. A co najdziwniejsze w czasie kiedy pan Staszek zamienia się w Dżozefa, szpital zaczyna się kurczyć. Najpierw znikają korytarze i sale, potem okna zasnuwa czarna mgła, a ściany zbliżają się do siebie.

Jakub Małecki zaaranżował spotkanie tak różnych osobowości aby udowodnić tezę, że literatura ma moc łączenia ludzi. Wchodzi w nas jak w masło i prosi abyśmy uważniej spojrzeli w lustro. Przestrzeń wokół bohaterów zmniejsza się, tak samo jak kurczy się życie. Dylematy moralne, pokonywanie własnych lęków i nauka akceptacji swoich słabości, to podróż do jądra ciemności. Może każdy z nas dostaje szansę na drugie życie? Czas na dokonanie przewartościowań, znalezienie nowych możliwości, a w rezultacie życia po raz kolejny.

Dużo jest w "Dżozefie" nieoczywistej czarowności, która bardzo mi się podoba. Elementy realizmu magicznego, gawędziarska narracja, charakterystyczne już dla autora ludowe motywy,  miękko przeniosły mnie do świata, w którym literatura ma magiczną moc, a każde fatum mija. Jest w tej książce coś kojącego i dającego nadzieję. Warto oddać "Dżozefowi" weekend i docenić autora.

Komentarze