Jak znasz motywacje, to znajdziesz człowieka. Rozmowa o "Negatywie" z Klaudiuszem Szymańczakiem




"Negatyw" to dopiero początek. Rozmowa z Klaudiuszem Szymańczakiem.



















Jesteś byłym policjantem, właścicielem szkoły językowej i nauczycielem. Zajęty z Ciebie człowiek. Skąd pomysł aby zostać pisarzem?
Zawsze chciałam coś pisać. Pisywałem felietony w Internecie ale to nie było to. Nie od razu wiedziałam, że napiszę kryminał. Różne pomysły chodziły mi po głowie ale jednego byłem pewien - nie chcę pisać do szuflady. Zależało mi na tym żeby mój tekst został opublikowany. Biłem się
z myślami, czy to co zdążyłem już napisać, a było to ok. 25 stron maszynopisu, w ogóle się do czegoś nadaje. Poszedłem po profesjonalną ocenę do ludzi, którzy się na tym znają. Tak trafiłam do "Maszyny do pisania" do Aliny Krzywiec. Na początku na kurs z podstaw pisania, z którego szybko mnie przeniesiono na kurs praca nad powieścią. Na tym kursie zaczęła się moja właściwa praca nad książką. A żeby było nad czym pracować musiałem zająć się pisaniem już na serio.
Przy okazji zdradzę, że kiedyś chciałbym napisać horror. Uważam, że to bardzo niedoceniony gatunek, z którym mam ambicję się zmierzyć jeśli mi się uda z pisaniem. Chciałbym pokazać, że horror nie musi kiczowaty. 

Doświadczenie z pracy w policji pomagało Ci czy przeszkadzała w pracy nad "Negatywem"?
To nie żadnego związku. Policja to epizod z przeszłości i to bardzo odległej. Na pewno to nie przeszkodziło. Widziałam z bliska różne rzeczy, które większość ogląda tylko w telewizji. Może trochę ułatwiło... jeśli mam wątpliwości odnośnie do tego jak wyglądają jakieś procedury, to mam do kogo zadzwonić i zapytać. Chciałem napisać kryminał, który byłby trochę inny. Początkowo nie wierzyłem, że to się może udać, jest to dość popularny na rynku gatunek.

Czy teraz po pierwszych recenzjach uwierzyłeś, że się udało? To nie jest zwyczajny kryminał.
Trochę tak. W jednej z recenzji przeczytałem, że "Negatyw" jest hybrydą gatunkową. Chciałem zrobić coś nowego, innego. Sam na co dzień nie czytam kryminałów. A przez ostatnie dwa lata, pisząc generalnie niewiele czytałem ze względu na to, że jak coś piszę to nie bardzo mogę czytać. Albo daję albo biorę. Ponieważ nie czytam kryminałów to nie miałem na czym się wzorować i zrobiłem to co chciałem, wyszło podobno nieźle.

Tło społeczne, mechanizm pojawiania się zła są w "Negatywie" ważniejsze od fabuły. Odnoszę wrażenie, że istotniejsze od zaskakujących kryminalnych zwrotów akcji jest pokazanie, że  podsycana nienawiść prowadzi do tragedii.
Zawsze bardziej interesowało mnie dlaczego ludzie coś robią, niż kto to zrobił. Dla mnie nie jest aż tak ważne kto zabił, to mi się wydaje wtórne. Zabić może każdy, to tylko kwestia jak bardzo go dociśniemy. Mnie zawsze interesowało dlaczego ktoś to zrobił.  To jak to wyszło gdzieś spod spodu. Staram się oddzielać dwie kwestie. Pierwsza to "po co", a druga "dlaczego". Kiedy dowiemy się "dlaczego" coś się robi, poznamy motyw, a odpowiedź na "po co" przyjdzie sama.



Skąd pomysł żeby umieścić fabułę w dwóch miastach? Znasz opisywane miejsca?
Miałem o tyle łatwiej, że we wszystkich amerykańskich miejscach byłem. Jeśli chodzi o kanał, to jest to prawdziwa sprawa z archiwum FBI. Trupa na łańcuchu w kanale nie wymyśliłem ja. Życie to wymyśliło. Resztę wymyśliłem ja. Pozytywka - to już tak w ramach coming out'ów - to chyba moje skojarzenia z horrorem, w których często coś z ciebie wyłazi. Tyle, że skojarzenie po pięciu minutach zniknęło a to, że z człowieka miało coś wyjść zostało. Myślę, że to nie jest przypadek, że w horrorach coś z ludzi wychodzi. To jakiś rodzaj oczyszczenia.

W "Negatywie" dajesz nam dwie historie. Dwa kilku wątkowe śledztwa, każde z nich mogłoby być materiałem na książkę. Nie korciło Cię żeby rozdzielić sprawę Davida od sprawy Billy'ego? 
Nie korciło. Tym samym tropem idę pisząc drugą książkę. Też historie są dwie i też akcja dzieje się trochę w Warszawie, a większość w Stanach Zjednoczonych. Tym razem jeden z tych warszawski śledczych ma pojawić się w Ameryce. Kolejna książka ma być raczej thrillerem niż kryminałem, a główny wątek sprowadza się do tego kto kogo upoluje pierwszy.

Czy John Slade myśli jak Ty? Ile z siebie dałeś Slade ‘owi?
Na pewno jego poglądy to emanacja moich poglądów. Może w kilku miejscach mógłbym się z nim pokłócić, ale jedynie po to żeby zachować jakieś pozory dystansu. Oprócz zamiłowania do filozofii
i niechęci do uprzedzeń, to nie wiem czy coś jeszcze mojego jest w Slade’dzie.

Slade jest łagodny, otwarty ale to kim jest pozostaje zagadanką. Przestrzenią do odkrycia.
Jeśli się uda wydać drugą książkę, to ta przestrzeń będzie mocno odkryta. W "Negatywie" Slade jest jak słońce, wszystko kręci się wokół niego, natomiast w drugiej książce będzie jak księżyc. Ciągle będzie, ciągle będzie go widać, ale pojawią się jeszcze inni bohaterowie, a on przestanie być taki kryształowy i bez wad.

Zdecydowanie nie jest bez wad. Dał się ponieść emocjom w jednej ze scen. Na ile według Ciebie można sobie pozwolić w imię obrony swoich wartości?
Wydaje mi się, że są granice których nie powinno się przekraczać. Jednak jakieś granice codziennie przekraczamy. Trochę tak jak z ograniczeniem prędkości na drodze. Wiadomo, że trzeba jeździć 50. Ale wiadomo, że tyle nie jeździsz i zawsze umiesz to czymś usprawiedliwić. Dla mnie przepisy ruchu drogowego doskonale ilustrują stosunek ludzi do prawa, do pewnych norm. Przestrzegamy tych, których złamanie grozi czymś absolutnie poważnym. Nie wyjeżdżasz z drogi kiedy masz ustąpić pierwszeństwa. Ale wyprzedzanie na ciągłej jak jest noc i nie ma ruchu to już co innego.
 Z tym o co pytasz chcesz się rozprawić w drugiej książce. Chciałbym odpowiedzieć na pytanie jak daleko można pójść w imię dobrych intencji.

Od początku wiedziałeś kto zabił?
W pierwotnej wersji kto inny zabił. Nie była to osoba z zupełnie innej bajki, to było tylko drobne przesunięcie postaci. Zrobiłem to w ramach w ramach ćwiczenia. Wyszło ok, więc zostało. Od początku natomiast wiedziałem dlaczego ktoś zabił. Jak znasz motywacje to znajdziesz człowieka.

Co chciałeś dać czytelnikowi pisząc "Negatyw"? Dobrą rozrywkę czy lekcję tolerancji? 
Mam pewnie trochę zapędy kaznodziejskie i zapytany będę chodził i mówił ludziom co jest dobre, a co złe, a jednocześnie nienawidzę nikogo do niczego zmuszać. W "Negatywie" próbuję trochę pożenić wodę z ogniem. Chciałem żeby to była książka którą się fajnie czyta ale żeby też człowiek się zastanowił nad czymś więcej, niż tylko to kto zabił.

Komentarze