Berlińska depresja. Dziennik, Anda Rottenberg


Książka komentarz. Warta przeczytania bo warto słuchać mądrych ludzi. Wyrozumiałych, z otwartymi głowami.







Anda Rottenberg przez 8 lat zarządzała Zachętą. - Narodową Galerią Sztuki. Jest kuratorką i krytyczką sztuki. To z jej inicjatywy rozpoczęto budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Od lat zajmuje się promocją sztuki. Jest opiniotwórczą, bezkompromisową i zaangażowaną społecznie osobą.
W "Berlińskiej depresji. Dziennik" dotykamy zawodowego autorytetu Andy Rottenberg ale poznajmy też jej mniej oficjalną twarz. Pobyt autorki na stypendium w Berlinie stał się pretekstem na napisania dziennika. Czas spędzony w Berlinie, podróże między Niemcami a Polską, okazjonalnie innymi miejscami, zaowocowały przemyśleniami o współczesnym podejściu do sztuki, roli estetyki w życiu, dynamicznej sytuacji na świecie i relacjach międzyludzkich, które też są sztuką.

Niech Was nie zwiedzie przewrotny tytuł. Jeśli cokolwiek miałoby wywołać u autorski depresję to  znieczulica, która ogarnia świat. Często wnioski, które formułuje obserwując zmieniającą się rzeczywistość, mogą doprowadzić do depresji. Ale szybko dostajemy antidotum. Oduczmy się "dupościsku". Obserwujmy świat, angażujmy się w życie ale pozostańmy zdystansowani. Nie cyniczni i obojętni, tylko życzliwi.


"Berlińska depresja. Dziennik" to książka o spotkaniach. Pierwszym, dla mniej najistotniejszym, jest spotkanie czytelnika z autorką. Bardzo doceniam fakt, że ktoś decyduje się pokazać intymniejszą część życia. Podzielić wzruszeniami, trudnościami i nadać im sens w obecności czytelników. Kolejne to spotkania Andy Rottenberg z ludźmi ze świata sztuki, rodziną i przyjaciółmi. Są też spotkania przypadkowe ale nie pozostające bez znaczenia. Obok sztuki to ludzie są motorem napędowym książki. Pokazują autorkę w różnych kontekstach. Jest babcią, przyjaciółką, historyczką sztuki, krytyczką ale też starzejącą się kobietą, która uczy się życia z ograniczeniami.
Z uwagą i charakterystycznym dla siebie dystansem komentuje polskie realia. Pokazuje je na tle europejskich wydarzań ostatnich lat (zamachów, wyników wyborów, sytuacji emigrantów). Nie powiela kalek myślowych. Jest czujna, nie ulega stereotypom, sięga do historii aby zrozumieć otaczający świat. Jednocześnie bezlitośnie punktuje wzmagającą się społeczną izolację. Odcina się od ksenofobi i wszystkich przejawów agresji.

"Berlińska depresja. Dziennik" to książka wielu tematów. Fragmentami intymna, pełna gorzkiej refleksji nad zmieniającym się światem, ale nie wpędzająca w depresję. Autorefleksja Andy Rottenberg, jej autorytet i opinie zebrane w jednym miejscu to obietnica spotkania z mądrą i inspirującą obywatelką świata.

Komentarze