Szczygieł, Donna Tartt

Książka pochłaniacz. Wymaga czasu i oddania. Jest długą podróżą przez miasta, w których dorasta chłopak i jego tajemnica.












 Trzynastoletni Theodor Decker zostaje zawieszony w prawach ucznia. Wraz z matką ma stawić się u dyrektora szkoły, aby porozmawiać o swojej przyszłości. Zamiast pójść prosto na spotkanie, Theo i jego mama wchodzą do muzeum, aby obejrzeć  "Szczygła" pędzla Fabritiusa. W wyniku zamachu terrorystycznego, w muzeum ginie matka Thea. Oprócz ludzi giną również obrazy. Jednym z nich jest "Szczygieł", którego Theo postanowił wynieść z muzeum. W tym momencie zaczyna się długa wędrówka chłopca i obrazu. Nie zawsze będzie to ich wspólna podróż.


"Szczygieł" to książka napisana z epickim rozmachem. Przemyślana do ostatniego przecinka. Życie głównego bohatera i ludzie, którzy są współautorami jego życiorysu, to główny temat książki. Temat, który został obudowany szpiegowską intrygą, wątkiem miłosnym, magiczną atmosferą sklepu z antykami oraz refleksjami o sztuce. Pomimo dużej liczby szczegółowo opisanych zdarzeń, długich monologów wewnętrznych bohatera, rozbudowanych wywodów na temat sztuki,  książka absolutnie nie przytłacza. To ponad 800 stron akcji, która nie gubi rytmu ani nie nuży.

Duże wrażenie zrobiły na mnie opisy miast. Nie byłam w Nowy Jorku, Las Vegas ani Amsterdamie. Czyli tam gdzie rozgrywa się akcja powieści, a czuję się tak, jakbym dopiero co z tych miejsc wróciła. Pustynny krajobraz Las Vegas i dojmująca narkotyczna samotność w światłach kasyn. Miasto możliwości - Nowy Jork, który przyjacielsko wyciąga dłoń, dając szansę i przestrzeń. "Szczygieł" to powieść drogi. Podróży przez słabości, traumy, złe decyzje i ich konsekwencje. To też historia o sile przyjaźni oraz życiu z wyidealizowanym portretem matki.


Donna Tartt sięgnęła po sprawdzone w literaturze chwyty. Chociażby takie jak motyw dojrzewania, zaczerpnięty z "Olivera Twista" czy "Davida Copperfielda". Okrywanie mrocznych tajników duszy jak w "Idiocie", lub symboliczne nawiązania do "W poszukiwaniu straconego czasu". To co stare łączy z popkulturą. Dzięki tym zabiegom "Szczygieł" to bardzo dobra książka, napisana ładnym językiem. A wszystkie literackie nawiązania to ukłon w stronę klasyki.
Jest tylko jedna rzecz, której nie mogę wybaczyć autorce. Zakończenie, ostatnie strony powieści, na których pojawia się komunał dotyczący niezwykłości ludzi, którzy poświęcają się dla sztuki.

To pozornie prosta historia, która porywa i urzeka. Daje możliwość przeżycia przygody, szansę na refleksję i dobrą rozrywkę. Jest na tyle uniwersalna, że zaspokoi większość czytelniczych głodomorów. Nie zgadzam się z opiniami, że to arcydzieło ale na pewno jest to kawał mięsistej powieści. Nie warto trzymać jej na półce, warto ją przeczytać.

Komentarze