Nikt nie idzie, Jakub Małecki

Nawet nie goniąc życia trudno za nim nadążyć. Kilka historii o spóźnionych ludziach, którzy wydają się nam bliscy.










To trzecia książka Jakuba Małeckiego, którą przeczytałam. Zaczęłam od "Dygotu", a potem z ciekawością sięgnęłam po "Dżozefa", do którego odsyłam każdego, kto ma apetyt na historię z dobrym zakończeniem. Najnowsza książka Małeckiego nie ma tej mocy przyciągania, czyta się ją szybko i niestety w tym samym tempie zapomina.

"Nikt nie idzie" to historia kilku osób, które muszą się spotkać żeby dopełnić swoje życiowe scenariusze. Podróżujemy między Kaliszem i Warszawą w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co jest nie tak ze współczesnym światem. Co takiego się dzieje, że coraz więcej ludzi czuje się nieproszonymi gośćmi, w miejscach w których żyją. Dzięki wrażliwości i talentowi autora kłopoty bohaterów szybko stają się naszymi problemami, jednak kiedy ich losy zaczynają się łączyć napięcie spada. Historia przestaje być angażująca, a zaczyna być ckliwa.


Głównym bohaterem "Nikt nie idzie" jest samotność. Samotny jest niepełnosprawny Klemens, postać o której wiemy najmniej, a wydaje się być najciekawsza. Jego matka Marzena, która wcześnie została wdową i całe życie oddała synowi, nie licząc krótkich chwil, w których przypominała sobie, że poza synem istnieje inny świat. Olga i Igor, para kaliskich przyjaciół, których drogi przecięły się ponownie w Warszawie. Ludzie którzy mając wszystko wciąż nie potrafią się tym cieszyć. Bohaterowie Małeckiego to ludzie z deficytami emocjonalnymi i odmieńcy. Wszyscy samotni i zgubieni w świecie. Nieżyciowo rozkojarzeni, destrukcyjnie nieuważni.

"Nikt nie idzie" rozczarowuje przewidywalnością fabuły. Nie czekałam na zaskakujący zwrot akcji, to nie ten typ literatury, ale znając wcześniejsze książki Jakuba Małeckiego trudno mi zaakceptować taką jednostajność historii. Myślę, że to wypadek przy pracy. Książkę broni uniwersalny temat i bohaterowie, których trudno nie lubić. Zniechęca dosłowność, brak przestrzeni na samodzielną interpretację.

Jeśli najdzie Was ochota na współczesną opowieść o niedostosowaniu i samotności, na rozczulającą historię to "Nikt nie idzie" będzie właściwą książką. Nie gwarantuję, że na długo zapadanie w Waszą pamięć jednak wrażliwsi czytelnicy, z pewnością poczują ukucie w sercu.

Komentarze