Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości, Swietłana Aleksijewicz

Dla wielu ludzi świat dzieli się na "przed" i "po" jakimś zdarzeniu. Dla mieszkańców Czarnobyla "przed" już nie istnieje, a "po" nikt nie chce żeby istniało.












"Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" opowiada historię o apokalipsie, która wydarzyła się zaledwie 33 lata temu i na tylko blisko, że jej skutki miały na nas bezpośredni wpływ. Dzisiaj Czarnobyl to historia, a dla wielu ludzi teraźniejszość.

Swietłana Aleksijewicz napisała książkę o "świecie Czarnobyla". Wykluczonych ludziach i przyrodzie, którą chciano by unicestwić. Tymczasem ludzie, przyroda i historia uparcie trwają, i chcą zostać wysłuchane. Autorka spotykała się żołnierzami, służbami porządkowymi, lekarzami, nawet myśliwymi mającymi "oczyścić" teren z porzuconych zwierząt. Słuchała ich opowieści, zbierała wspomnienia rodzin aby pokazać, że Czarnobyl to katastrofa każdego pojedynczego istnienia. 

Po pożarze reaktora większość okolicznych wiosek została ewakuowana. Ludzie w pośpiechu żegnali się z domami w nadziei, że wrócą za kilka tygodni. Tych którzy, zdecydowali się zostać szybko wyklęto. Mieszkali w otoczeniu, którego napromieniowania nie dało się zmierzyć, bo brakowało skali w urządzeniach. Nie do końca rozumieli co się wydarzyło. Przed jakim wrogiem mają uciekać? Do czego to porównać? W życiu tych ludzi technologia wygrała z człowiekiem po raz pierwszy.

Autorka dotarła do ofiar wojny domowej w Tadżykistanie. Rodzin które wybrały życie w skażonej strefie, bo nigdzie indziej nie było dla nich miejsca. Ludzi noszących w sobie strach przed drugim człowiekiem, nie promieniowaniem. To te opowieści zostaną we mnie najdłużej.
Czarnobyl to metafora punktu zwrotnego, zawieszonego między przeszłością i przyszłością. Czegoś co traw, nieprzerwania odciskając piętno na otoczeniu.  

Czarnobyl to stan umysłu. Historie, które trudno ubrać w słowa. Kolejny egzamin z człowieczeństwa, którego władze ZSRR nie zdały. Reportaż rozbudzający zmysły i uświadamiający jak krucha jest nasza codzienność.

Komentarze