Becoming, Michelle Obama

Nie przyjaźnimy się, ale od lutego często o niej myślę. Jest gwiazdą. Nie różowo-brokatową, tylko pyskatą i wojującą. Dopiero się rozkręca.











"Becoming" to pociąg dalekobieżny. Rusza powoli z dzieciństwa Michelle. Jedzie przez stereotypowe życie czarnej rodziny z przedmieścia. Na jednej ze stacji wsiada Barack.
Prędkość wzrasta, jest miłość i zmiany. Kampania prezydencka to już jazda bez trzymanki. Pasażerowie spadają z siedzeń, wszystko stoi na głowie. Przystanek - Biały Dom. Kiedy twój mąż trzyma w rękach losy świata, ty musisz trzymać się dwa razy mocniej. 

Michelle Obama nie odpoczywa. Uczy się, zdobywa doświadczenie i nigdy, przenigdy nie odpuszcza. Dlatego motywuje. Jedziesz z nią pociągiem i wiesz, że nie zawsze było fajnie. Kiedy nie mogła zajść w ciążę albo nie dawała rady w pracy. Na twoich oczach Michelle staje się społecznicą, fighetrką, gospodynią i polityczką. A wszystko to w asyście wspierających kobiet.
  
Wszyscy grają na Baracka, to wymaga od rodziny wyrzeczeń. Michelle wie co robić kiedy cel uświęca środki. Jej życie zawodowe to niekończąca się check-lista. Nie ma spraw ważnych i ważniejszych, trzeba odhaczyć wszystkie punkty żeby się udało. Dlatego Barack nie mógł lepiej trafić. Dostał od żony najważniejsze rzeczy: zrozumienie i wsparcie.

Kolor skóry ma znaczenie. Płeć to przekleństwo jeśli jesteś dziewczyną. Stan konta powie o tobie więcej niż wróżbita Maciej. Tak, w Ameryce mieszkają rasiści. Kobiety muszą strać się  bardziej, czarne kobiety dwa razy bardziej. Tak wygląda codzienność Obamy. Wścieka się i haruje żeby to zmienić.

W "Becoming" nie udały się opisy emocjonalnych chwil. Ślub i wesele, śmierć ojca, pierwszy bal prezydenckiej pary to parada trywializmów. Miało ściskać za gardło, a chce się oczy zamknąć. Nie udała się też objętość. Kampania prezydencka nie ma końca, lata w szkole, laurki dla męża też można skrócić. Czy naprawdę musimy brnąć przez gąszcz faktów?

Śmiało czytajcie jeśli mądre i zaradne kobiety są w kręgu waszych zainteresowań. Dłużyzny, naciągane historie trzeba przeboleć. Nie zostawię was z ponurą miną i zdradzę, że będą żarciki prosto z brytyjskiego pałacu. Wycieczka po Białym Domu i więcej korzyści z lektury, niż strat.

Komentarze