Między falami, Sarah Moss

Sprawdzam fenomen Sary Moss. Jak ona to robi, że wszyscy czytają książkę, w której rządzi strach przed stratą i śmierć?













"Między falami" nie wyrwało mnie z kapci. Szkoda. To powieść, którą czujesz i rozumiesz. Wiesz, że jest dobra. Prawdziwa. A kiedy skończysz i ktoś zapyta, czy przeczytałabyś jeszcze raz to mówisz -"Yyyyyy, nooo w sumie to eeeee". Ja bym tak powiedziała.

Adam - główny bohater. Zaangażowany kur domowy. Pewnego dnia jego córka Miriam traci  przytomność. Po reanimacji spędza długie tygodnie w szpitalu. Znudzona i sfrustrowana wraca do domu. Nikt nie umie powiedzieć co się stało, nawet jej mama lekarka. Zaczyna się życie w cieniu nieznanej choroby.

Bezsilność i rodzicielska troska zdominowały "Między falami". Rozpadło się normalne życie, a lekarze nie dali recepty na nowe.  Przerażający jest fakt, że choroby i niewyjaśnione sytuacje jak z "Archiwum X""są blisko. Jesteśmy bezsilni kiedy wtargną w nasze życie. Wtedy okazuje się, że jesteśmy zależni od innych ludzi. Strach przed nieznanym zmienia życie w horror.

Sarah Moss wzięła pod lupę rodzinne więzy. Schematy które powielamy. Niezaspokojone tęsknoty. Emocjonalne kalki, których unikamy. 
Losy ojca Adama i historia katedry w Coventry (Adam pisze o niej książkę), to wątki które dopełniają fabułę. Ojciec hipis rozluźnia atmosferę, a dzieje katedry to symbol kruchości i tymczasowości.

Wszystko takie ładne, emocjonalne i szczere. Problemy aktualne, a ciągle coś nie tak. Dlaczego?
To książka dla cierpliwych. Dla tych, którzy są wyrozumiali dla długich opisów i irytującego bohatera. W "Między falami" mało się dzieje. To "przeżywania" i nastrój są kołem napędowym prozy Moss. Mimo wszystko przydałby się mini zwrot akcji. 


Komentarze