Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek, Filip Zawada

Poznajcie Franciszka, który dużo wie o zakonnicach. Nie zna daty swoich urodzin, kradnie lizaki i chowa je pod kocem. Jest bezczelny, dużo gada i pewnie będziesz chciała go przytulić.







"Odkąd mam plan na życie, wiem, że wszyscy życzą mi udanej porażki. Nie przejmuję się tym, bo ludzie zawsze zazdrościli innym i kiedy to robią, to znak, że życie idzie w dobrym kierunku, bo zawsze zazdrości się dobrych rzeczy."

Dzieciom łatwiej wybaczyć, kiedy powiedzą coś czego nie chcesz słuchać. Sierotom to już chyba wszystko wolno. Dlatego Franciszek jak bezpretensjonalnie szczery, a że przy okazji krytycznie patrzy na świat. W swoim dziecięcym świecie gra rolę domorosłego filozofa.

Franciszek stworzył definicję szczęście i miłości. Bo to co powszechnie określano szczęściem nijak miało się do jego życia. Teraz opracowuje patenty żeby je osiągnąć. Jego przygody to absurdalne i śmieszne przypowieści. Chociaż nie zawsze było mi do śmiechu, bo pytania które zadaje Franciszek, zahaczają o egzystencjalne zagadnienia.

Mieszka w "domu naszego Pana", czyli sierocińcu prowadzonym przez zakonnice. Jest jednym z najstarszych dzieci. Jego szanse na adopcję lecą na łeb na szyję. Kiedy jego koledzy znajdują rodziny, on wyciąga wniosek: "Życie mnie czegoś uczy, ale nie ma pojęcia, czego." Chyba każdy to kiedyś czuł?

Filip Zawada bywa okrutny dla Franciszka. Wystawia go życiu na pożarcie. Chłopak doświadcza rozczarowań, samotności i potwornego wyobcowania. Ale przytrafiają mu się też miłe rzeczy, jak to w życiu. Wszystkie historie są straszno-zabawne. Opatrzone przewrotnymi komentarzami, w których ujawnia się to co we Franciszku najlepsze.

Dorastanie samo w sobie jest trudne. Na kim można polegać (oprócz kota), bez własnej historii i przynależności. Ta książka jest o życiowych brakach i smutkach. O tym, że w "życiu piękne są tylko chwile", a resztę dni trzeba jakoś znosić. Trafiła do mnie w całości, a i fragmentami smakowała doskonale.

Komentarze