Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu, Torbjørn Færøvik

Przejechałam się na Orient Expressie. 22 miasta w 12 krajach, trasa XIX wiecznego pociągu, gęsia skórka na plecach. Zapowiedź tych wszystkich przygód. No i niewypał.












O co chodzi z tym pociągiem?
Orient Express już nie kursuje, ale ponad 100 lat temu był superluksusowym pociągiem. Dystans z Paryża do Stambułu można było przejechać bez przesiadki. Był drogi, szybki (80 km/h) i bizantyjski. Torbjørn Færøvik przejechał trasę Orient Expressu kilkoma pociągami. W wybranych miastach został na dłużej, żeby wzbogacić opowieść o nieoczywiste miejsca i historie, do których trudno dotrzeć.

Też się tutaj zatrzymam żeby powiedzieć co jest dobrego w tej książce. Najwięcej pracy i stron przeznaczył autor na opisanie historii miast i ludzi, których połączył z Orient Expressem. Fajny jest opis przebudowy Paryża. Ciekawostki związane z koleją i samym pociągiem. Zdarzają się błędy, które historyków zdenerwują, ale ja przymykam na nie oko.


Co więcej? Niewiele. Ta książka jest zwyczajnie nudna. To podróż hulajnogą przez pustynię. Bez dynamiki, jakby autor utknął na etapie fajnego pomysłu. Pomysłu, który zaczyna się w Londynie, a kończy w Samarkandrze. W ważnym miejscu Jedwabnego Szlaku. Mimo wydłużenia drogi trudno wczuć się w atmosferę orientu.  

Ciekawie poczytać jak zmieniły się konkretne miejsca na trasie Orient Expressu. Miło, że autor dzieli się wiedzą i refleksjami o świecie. Jednak całość nie porywa. Brakuje reporterskiego pazura.  Dynamiki podróży, zmienności którą wymusza bycie w drodze. Opisy pięknych dworców, oszałamiających ogrodów to dla mnie za mało. Niewystarczająco żeby polecić Wam tę książkę.

Komentarze