Powieści

Stramer, Mikołaj Łoziński

Świetna. Kompletna historia, która w każdej chwili może zacząć się dalej. Losy zwyczajnej rodziny, która żyje w cieniu Wielkiej Historii – momentu, który zdecyduje o teraźniejszości.

“Stramer” nie potrzebuje pochwał, bo to książka prawdziwa. Broni się sama, od pierwszej strony. Łoziński opowiada prostą rodzinną historię w panoramiczny sposób. Rozbija ją na ośmiu bohaterów, a każdy z nich dostaje miejsce i głos. Głos którego chce się słuchać.

Stramerów jest ośmioro. Nathan i Rywka rodzice dwóch córek i czterech synów. Poznajemy ich na początku XX wieku, kiedy Nathan z tęsknoty za Rywką wraca z Ameryki do Tarnowa. Budżet Stramerów zasilają listy z dolarami od wujka Bena, brata Nathana. Żyją szczęśliwie, ale zawsze biednie. Nathan nie ma głowy do interesów i ucha do słuchania dobrych rad. Opowieść Łozińskiego skończy się po wybuchu II Wojny Światowej, nie trudno się domyślić jak.

Co jest takiego niezwykłego w tej książce?
Każdy ze Stramerów to oddzielna opowieść. Postać inny niż pozostałe. Jednocześnie każdy z nich jest częścią większej całości. Rodziny, która daje fizyczne i duchowe bezpieczeństwo. Patrzymy na ten sam świat oczami ośmiu Żydów. W różnym wieku, o różnych poglądach, ambicjach i lękach. Życie ich wszystkich Łoziński utkał z historycznych faktów i literackiej fikcji. Dzięki temu ich historia jest wciągająca. Niesie ze sobą jakiś rodzaj literackiej prawdy.

Obserwujemy zderzenia pokoleń, przemiany społeczne, rozczarowanie ideałami. Zdrady małżeńskie, dziwne przyjaźnie, kilka rodzajów miłości, konflikty. Niezależnie od kontekstu wracają uniwersalne tematy. Wyobrażenia, że gdzieś indziej jest fajniej. Poszukiwania swojego miejsca w świecie. Układanie relacji z najbliższymi. Życiowej odwadze. A ostatecznie o losie przed którym nie da się schować.

“Stramera” doskonale się czyta. Ładunek jest potężny, ale forma lekka. Język potoczny, akcja wartka. Tam gdzie trzeba dowcipnie. Nie ma patosu. Nadchodząca zagłada, szykany i agresja są wyraźnie zaznaczone, ale bez epatowania okrucieństwem.

Na koniec Rywka. Zobaczyłam w niej kogoś kto zasłużył na więcej uwagi. Jest jedyną postacią, która została “niedoopisana”. Przez całą książkę autor nie zostawia niedopowiedzianych fragmentów, z wyjątkim Rywki. Lubię takie puste miejsce w książkach. Szkoda, że nie ma ich więcej.

Nie przegapcie “Stramera”. Ma dużo do zaoferowania. Dotyka czułych miejsc przywracając wspomnienia świata, który już się nie powtórzy.