Biografie

Kołysanka z huranganem, Justyna Wicenty

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdki (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

To druga książka o żałobie, którą w tym roku przeczytałam. Oniemiała „Bezmatkiem” pomyślałam, że spróbuję jeszcze raz zmierzyć się z tematem straty. Tak trafiłam na „Kołysankę z huraganem” najtrudniejszą emocjonalnie książkę jaką miałam okazję do tej pory przeczytać.

Powrót z daleka
Czytałam ją na raty. Musiałam odkładać na kilka dni, nie mieściły się we mnie emocje które wywołuje. Trudna i bardzo potrzebna książka, w której autorka dzieli się swoim powrotem z otchłani niebytu do świata jasności. Justyna Wicenty zaczęła pisać dziennik zaraz po nagłej śmierci dwumiesięcznego syna. Pisała, żeby przetrwać najgorszy czas, a wspomnienia z tego okresu ułożyły się w pamiętnik radzenia sobie z życiem, którego się nie chce. Akceptacji tego, czego zmienić nie można i wdzięczności za obecność ludzi, którzy wyciągają ręce aby złapać Cię kiedy grunt gnie pod stopami.

Przetrwać życie
„Kołysanka z huraganem” nie analizuje cierpienia. Brak na to miejsca, bo na tym etapie życie jest wyłącznie próbą przetrwania. Liczy się przeżycie, wykonanie niezbędnych czynności i czekanie na lepszy czas. Oczekiwanie jest przestrzenią pełną ruchu, który trzyma Justynę Wicenty przy życiu. Opieka nad córką, terapie, relacja z mężem, kontakty z ludźmi sprawiają, że świat wciąż upomina się o autorkę. Każdy dzień to walka o siebie, nauka akceptacji łez i żalu, ale przede wszystkim wybaczenia sobie. Dużo w tej książce retrospekcji, podróży do miejsc i czasów które dają siłę. Wspomnienia prababci i babci, które były w sytuacjach granicznych. Możliwość oparcia się na kimś, oddania resztek siebie w zaufane ręce oraz czerpania z doświadczeń najbliższych, staje się dla autorki jednym z niewielu kół ratunkowych.

Na końcu jest nadzieja
Częścią terapii jest natura. Podglądanie ptaków i drzew. Umiejętność dostosowania się, a co za tym idzie przetrwania. Przyroda daje otuchę. Obserwacja jej potęgi, nieodwracalności to wyjście ewakuacyjne dla sparaliżowanej psychiki. Ten wątek toczy się przez całą książkę. Cykl natury zakreśla koło i pomaga nadać sens tragedii, która była wyłącznie dziełem przypadku.
Historia, której nikt nie chce być bohaterem, nikt nie chce być nawet jej świadkiem. Myślę, że nie chcemy nawet myśleć o tym co przeżyła Justyna Wicenty. Tym bardziej podziwiam chęć i umiejętność podzielania się doświadczeniem. Przeżyciem, którego fundamentem jest śmierć i bezdenny smutek, a jednak gdzieś na dalekim końcu tej opowieści czeka życie.